Spotkanie autorskie z Maciejem Bieszczadem – poetą i prozaikiem odbyło się w Powiatowej Bibliotece w Wieluniu. Prowadził je literaturoznawca i krytyk literacki dr Jarosław Petrowicz.
Jak to było z debiutem takim recenzenckim i później już z debiutem takim w czasopiśmie literackim czy z debiutem książkowym? Bo to mogło się wydawać, że pana Boga się za nogi złapało, przemiana jakaś nastąpiła, jak ty to teraz widzisz po latach? – pytał dr Petrowicz.
Dzisiejsze spotkanie jest, co tu dużo mówić, pierwszym spotkaniem autorskim od kilku lat. Tak się składa, że ostatnio coraz częściej wybieram anonimowość i nie pojawiam się publicznie. Spotkania z czytelnikami w Wieluniu, a było ich już kilka, zawsze są wyjątkowe i wzbudzają bardzo dobre emocje. Dlatego dzisiaj tutaj jestem. Zanim w ogóle zacząłem pisać, zanim zaczęło się świadome pisanie, bo wcześniej to, co powstawało było irracjonalne, niespójne, przypadkowe i często po prostu pomylone, początkowo byłem fanatycznym czytelnikiem poezji. Postanowiłem poznać najważniejszych poetów języka niemieckiego , szukałem tłumaczeń. Podobnie było z poezją angielską. Tutaj miałem łatwiej, bo angielskie wtedy się uczyłem. Dziś też zdarza się, że czytam wiersze ulubionych poetów w oryginale. Byłem pasjonatem, kimś kto nieustannie, a zaczęło się to w wieku 17-18 lat, szukał odpowiedzi na podstawowe pytania, na które do dziś nie znalazłem wyczerpującej odpowiedzi, i pewnie nie znajdę. Zaczęło się to wszystko od recenzji, recenzowałem to, co przeczytałem, to co mnie fascynowało. Po nitce do kłębka postanowiłem spróbować i napisać serię wierszy. Została opublikowana, wysłałem ją bez większego przekonania i nadziei do kilku pism literackich, dziś niektórych już nie ma. I o dziwo dostałem odpowiedź pozytywną, pierwsza odpowiedź z „Tygla Kultury”, napisał do mnie nie żyjący już wtedy redaktor działu poezji Zdzisław Jaskuła i tak to się zaczęło. Przez 4-5 lat byłem autorem wierszy rozproszonych publikowanych w rozmaitych czasopismach literackich i dopiero po 5 latach zaryzykowałem i postanowiłem te wiersze wydać i tak powstała „Elipsa”.- mówił Maciej Bieszczad.
Nie zabrakło też nawiązań do Wielunia, z którego pochodzi:
Tutaj stawiałem pierwsze kroki, nauczyłem się czytać i pisać, poznałem kilka ładnych dziewczyn. Wieluń to przede wszystkim ludzie i miejsca. Ludzi z roku na rok ubywa, mam na myśli najbliższych. Zostają starzy, dobrzy znajomi i dziękuję za to, że tu jesteście ze mną. Są miejsca, wymieniłbym kilka: Szkołę Podstawową nr 4 oraz grono pedagogiczne, panią polonistę Janinę Chodakowską, panią matematyczkę Barbarę Wilińską i oczywiście w tym samym czasie chodziłem do Szkoły Muzycznej, grałem na skrzypcach. Jestem przekonany, że gdybym wtedy nie poznał wspaniałego Józefa Serwach, to później nie zająłbym się literaturą z takim zaangażowaniem. Warto powiedzieć również o czasach liceum, bardzo zwariowanych, których do dziś nie jestem w stanie pojąć i zrozumieć. Miałem szczęście do ludzi, do nauczycieli. Miejsce urodzenia ma na nas kolosalny wpływ, to fundament naszego losu, przeznaczenia. Całą jego obudowę stanowią doświadczenia, otoczenie w jakim dorastaliśmy i osobiste wybory. Cenię sobie Wieluń.
Bieszczad jest autorem 10 tomików poezji oraz dwóch zbiorów opowiadań. Jest członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, współzałożycielem Fundacji Słowem Pisane. Pochodzi z Wielunia, jest absolwentem Szkoły Podstawowej nr 4 i II LO, ukończył polonistykę na Uniwersytecie Łódzkim. Od kilku lat mieszka w Łodzi.