Michał Ogórek, znany polski felietonista i dziennikarz spotkał się z mieszkańcami Wielunia (zdjęcia)

   Michał Ogórek, znany polski dziennikarz, felietonista, satyryk, krytyk filmowy i autor wielu książek spotkał się wczoraj z mieszkańcami Wielunia w Miejskiej i Gminnej Bibliotece Publicznej w Wieluniu. W rozmowie z Iwoną Podeszwą, dyrektorką placówki, która poprowadziła spotkanie, opowiadał przede wszystkim o swojej najnowszej książce „Sto lat”, w której porusza temat kultu jednostki, między innymi Józefa Piłsudskiego, Edwarda Rydza-Śmigłego, Lecha Wałęsy i braci Kaczyńskich.

Alina Frejusz: Jest pan w Wieluniu po raz pierwszy?

Michał Ogórek: Nie jestem tutaj po raz pierwszy. Jeszcze pani nie było na świecie, to ja już byłem reporterem i jeździłem po Polsce. Oczywiście w Wieluniu też byłem, zresztą prawie chyba wszędzie byłem. Byłem bardzo latającym reporterem. Wtedy to jeszcze były czasy, kiedy naprawdę się jeździło, bo teraz dziennikarze muszą wszystko przez telefon załatwiać, bo po prostu nie ma pieniędzy na wyjazdy. Wtedy bardzo przestrzegano tych zasad, że trzeba poznać kraj takim, jakim on jest. Nie pamiętam wprawdzie, co ja dokładnie pisałem i o czym z Wielunia, ale wtedy byłem w takiej redakcji pn. Przegląd Techniczny i na ogół odwiedzałem zakłady pracy.

Mówił pan dzisiaj o kulcie jednostki. To bohaterowie pana książki pt. „Sto lat”, czyli przywódcy polscy, których otoczono kultem. Musiał się pan dokopywać do ich historii?

    - Ta historia jest niestety dosyć okrutna, ponieważ punktuje wszystkich, każdego po kolei. Im bardziej ktoś jest wyniesiony, im bardziej czczony społecznie, tym ten upadek jest gorszy. Jedno z najbardziej niezrozumiałych przysłów polskich jest takie: „Jak spaść to z wysokiego konia”, ale przecież jak już się spadnie, to już nie ma znaczenia, z jakiego konia się spadło, bo i tak się leży, ale jednak z wysokiego konia się spada dużo boleśniej, niż z niskiego. Ja opisuję tych wszystkich przywódców, którzy spadli z wysokiego konia. Począwszy od Piłsudskiego po wszystkich komunistycznych przywódców, którzy byli od wyniesienia do wielkiego upadku, potępienia i to jest niestety stała kolej rzeczy. Raczej skupiam się na wymiarze komicznym, bo to na ogół polegało na tym, że tak strasznie wszystkich wyniesiono i tak strasznie wdeptano w błoto.

Co pana śmieszy obecnie w Polsce?

    - Coraz trudniej jest powiedzieć, co mnie tak śmieszy serdecznie, bo prawdziwy śmiech jest fajny, taki serdeczny, taki oczyszczający. O to coraz trudniej, bo nawet jak wykpiwamy różne rzeczy, a internet jest tutaj najlepszym przykładem, że wszystko się wyśmiewa, a właściwie już nic nie jest na poważnie. Moim zdaniem nie jest to śmiech taki oczyszczający, taki po którym się rzeczywiście lepiej czujemy albo z którego coś wynika. Ciągle na nowo wykpiwamy te same rzeczy, które się ciągle powtarzają, które sobie nic z tego nie robią, że je wyśmiewamy, bo się na nowo wznawiają i to mi trochę przeszkadza, że ten śmiech jest taki trochę daremny i nic z niego nie wynika.

Potrafi pan włożyć szpilkę w każdy jeden temat, którego się pan dotknie?

    - Mam nadzieję, bo takie jest moje zadanie. Chociaż są rzeczy, przy których łatwiej to przychodzi i takie przy których trudniej.

W internecie pojawił się portal „Dobrych wiadomości”, co pan o tym sądzi? Czy ludzie potrafiliby żyć tylko z dobrymi wiadomościami?

    - Boję się, że nie i byłaby to kolejna nieprawda, bo byśmy się sami uspokajali. Myślę, że np. wiadomości telewizyjne powoli zamieniają się w takie forum samych dobrych wiadomości. Sukcesy rządu, jakie tam słyszymy, to właściwie nie można tego przebić. Myślę, że jak wszędzie ważne jest równoważenie, żeby te wiadomości nie były same złe, bo to też nie jest prawda, ale też żeby nie były same dobre, bo to jest kolejne oszustwo.

Wyda pan kiedyś swoje felietony?

    - Ja już mam taki zbiorek. W tym jest cały problem, że dzisiaj wszystko tak galopuje, w czasie się zmienia, coś, co było dwa czy trzy lata temu, wydaje się, że to jest zamierzchła przeszłość i nie ma co do tego wracać. Te felietony oczywiście się starzeją szybciej, niż kiedyś. Staram się tak pisać, żeby to było trochę bardziej ponadczasowe, żeby nie dotyczyło tylko bieżących wydarzeń, ale jednak te bieżące dominują. Ludzie chcą mieć wszystko aktualne, żeby to było komentowane na gorąco.

Dziękuję za rozmowę.


REDAKCJA PORTALU radiozw.com.pl NIE ODPOWIADA
ZA TREŚĆ KOMENTARZY ZAMIESZCZANYCH PRZEZ INTERNAUTÓW

REKLAMA