Wieluń: spektakl „Pieszo” przyjęty owacją na stojąco (galeria zdjęć)

   Przy pełnej widowni wystawiono wczoraj spektakl „Pieszo” w wykonaniu aktorów – amatorów teatru Wpół do czwartej działającego przy Miejskiej i Gminnej Bibliotece Publicznej w Wieluniu. Przedstawienie nawiązujące do wydarzeń z 1 września 1939 roku w Wieluniu, wojny domowej w byłej Jugosławii i obecnych wydarzeń w Aleppo miało ponadczasową wymowę. Wzruszenia nie kryli i widzowie, i aktorzy odtwarzający główne role.

Martyna Mazurek, 19 lat:
    - Grałam dziewczynę, która została zgwałcona przez niemieckich żołnierzy i właśnie zmaga się z postacią dziewczyny w ciąży. To mój pierwszy występ, ale w sumie nie czułam jakiegoś stresu.

    - Grałem porucznika Zielińskiego, taką postać, która nadawała tej sztuce trochę dynamiki i bardzo często rozluźniała atmosferę. Ta sztuka przez to stała się, moim zdaniem, mniej poważna, chociaż dalej ten temat był bardzo ciężki - mówi 14-letni Jakub Nakiela- Grało mi się bardzo przyjemnie, nie ukrywam, bardzo przyjemna rola, podobało mi się. Na próbach była bardzo fajna atmosfera, nie było takiej spiny, coś nie wyszło, to powtarzaliśmy jeszcze raz.

   W postać Bany, dziewczynki z Aleppo, wcieliła się 9-letnia Sonia Stanek, która jest najmłodszą aktorką w teatrze:
    - Dobrze mi się grało tę postać. Nie znałam wcześniej historii o tej dziewczynce, ale wiem, że w Aleppo jest wojna.

Błażej Stanek, 17 lat:
    - Moją postacią był syn, który niekoniecznie umiał pogodzić się z tym, że jego ojciec mimo tego, że jest jego ojcem, jest też przy okazji mężczyzną. Cała ta sytuacja doprowadziła do samego końca, kiedy syn wewnętrznie pogodził się z tym, że mimo że pan był moim ojcem, to jest też mężczyzną, który potrzebuje czasami zaszaleć.

Ewa Głogowska:
    - Rola, jak każda inna - wymagająca, tym bardziej że w towarzystwie młodych to człowiek bardzo stara się im dorównać, nie wiem, czy mi się to udało. Chociaż tutaj też musiałam okazywać emocje, bo z jednej strony ten ból matki z powodu nieszczęścia córki, ale z drugiej strony miłość do niej. Jednocześnie konieczność zapobiegliwości w tamtym czasie. Próbowałam się wcielić w tamtą rolę, chociaż naprawdę sama nie umiem handlować. Mam nadzieję, że atmosferę i te emocje moje, czyli tej matki handlary, oddałam, starałam się.

Marek Berger w teatrze Wpół do czwartej występuje od samego początku:
    - Właściwie po sztuce człowiek jest taki trochę zmęczony, może trochę ciekawy, jak publiczność odebrała, czy ten przekaz dotarł. Istotą całej sztuki jest wzbudzenie większego współczucia i większych działań ze strony społeczeństwa, rządu również, w zakresie pomocy uchodźcom.

Scenariusz i reżyserię opracowała Maria Wardęga, na co dzień pracująca jako nauczycielka j. polskiego w Zespole Szkół nr 2 im. Jana Długosza w Wieluniu.

Alina Frejusz: Niesamowite to połączenie II wojny światowej, wojny domowej w Sarajewie i tego, co się teraz dzieje w Aleppo. Myślę że zrobiła pani ogromne wrażenie tym spektaklem.

Maria Wardęga Przyznaję, że miałam obawy, czy mogę łączyć tak odległe rzeczy w czasie i w przestrzeni. Bałam się, że będzie w tym jakieś pęknięcie. Są to też dwie różne konwencje, bo mamy teatr Mrożka - teatr pół absurdu z elementami komizmu, humoru, ale też grozy wojennej, a z drugiej strony mamy taki raczej teatr faktu i to były dwie różne konwencje, które chciałam, żeby pasowały, dlatego znalazłam taki wspólny element łączący, czyli poezję.

Niesamowicie poruszająca, ale też dająca do myślenia, co my możemy zrobić, obserwując to, że mieszkańcy Aleppo w tym momencie odczuwają ten sam strach, jak mieszkańcy Wielunia w 1939 roku.

    - Obawiam się, że mało o tym myślimy. Oczywiście, oglądamy wiadomości, widzimy porażające zdjęcia, ale chyba o tym nie myślimy, co my moglibyśmy zrobić. Postacie, które pojawiły się w tych scenach związanych z Aleppo, to są wszystko postacie rzeczywiste. Jedyną fikcyjną postacią jest Polka szukająca córki, wszystkie pozostałe istnieją, w tym siedmioletnia, dzisiaj już pewnie ośmio albo nawet dziewięcioletnia Bana Alabed, która pisze listy do świata, których prawie nikt nie czyta.

Publiczność była wzruszona i pełna podziwu dla aktorów.
    - Właściwie to trudno jest cokolwiek powiedzieć, bo naprawdę wyjątkowo wzruszający spektakl. Poruszone rzeczy takie najważniejsze, to o czym się zawsze myśli i mówi, że tyle lat i zawsze musi być to samo. Zawsze tak samo ciężko ludzie przeżywają wojnę – mówiła nam po spektaklu Teresa Dreczka.

   Warto dodać, że oprócz aktorów w spektaklu wystąpili, jako uchodźcy, uczniowie Zespołu Szkół nr 2 im. Jana Długosza w Wieluniu.
   Spektakl obejrzał również przebywający obecnie w Wieluniu krakowski aktor Leszek Benke:
    - Przede wszystkim trzeba docenić inicjatywę, jaka powstała, że w ogóle komuś się chce robić coś poza tym, co musi. Sam zaczynałem w teatrze amatorskim, będąc w liceum w Wieluniu. My graliśmy trochę łatwiejszą sztukę, może prostszą w odbiorze, za to rymowaną – było trudniej mówić, bo to były „Śluby Panieńskie”. Wiem coś o takim amatorskim robieniu przedstawienia, bo sam tak zaczynałem. Podziwiam tych ludzi, że im się chce, własny czas wolny wykorzystywać na coś takiego. Teatr wraca do życia, ludzie od nowa zaczynają chodzić. Przyszła fala Internetu, tych wszystkich dobrych i niedobrych rzeczy, które przynosi. Myślę, że teatr się sprawdził i przetrwał.


   Gościem specjalnym spektaklu, jako świadek historii, była Zofia Burchacińska, która przeżyła bombardowanie Wielunia w pierwszych dniach II wojny światowej.
   Spektakl wystawiono w sali widowiskowej Wieluńskiego Domu Kultury. Aktorom podziękowano długimi brawami i owacją na stojąco.

O spektaklu pisaliśmy również tutaj.

REDAKCJA PORTALU radiozw.com.pl NIE ODPOWIADA
ZA TREŚĆ KOMENTARZY ZAMIESZCZANYCH PRZEZ INTERNAUTÓW

REKLAMA